Nie samym bieganiem człowiek żyje (ale o bieganiu też będzie)

Bieganie osiedlowe złudne jest. Daje fałszywe poczucie pokonywanej odległości – biegnie człowiek, kluczy między blokami, tu jakiś plac, tu boisko, okrążenie jedno i drugie, gdzieś zamajaczy sąsiadka przy rynku (przecież ten rynek taaak daleko), tu parking na końcu osiedla, no to chyba można biec z powrotem… tylko czas podejrzanie dobry. No to jeszcze trochę, tu zbiec, tam podbiec, no przecież TAK SIĘ ZMĘCZYŁAM, to chyba starczy. Na pewno ponad 5km zrobiłam, ho ho ale będzie, jak policzę kilometry. Faktycznie, ALE BĘDZIE. Było. Raz 4,7km, na drugi dzień niecałe 4,9km. No ale jak to, przecież TYLE się nabiegałam?!

Dlatego pokazuję odpowiedni palec osiedlowemu bieganiu i wracam do tras sprawdzonych z modyfikacjami wydłużającymi. Dzisiaj było eleganckie 7,5km. To znaczy może nie do końca eleganckie, bo zanim wyszłam z domu, zrobiło się południe i 29 stopni, ale byłam zdesperowana. Czapeczka poratowała. Powerade poratował. Kibice hiszpańscy poratowali – bo gdy biegłam jak zdechły pies na odcinku Plac Zebrań Ludowych (w czasie Euro lepiej znany jako Fan Zone, choć mi mimo wszystko kojarzy się bardziej z opowieściami Rodziców o pochodach pierwszomajowych) – Opera, napotkałam trzy kilkuosobowe grupki przyodziane w koszulki aż krzyczące ‘Espana’. Panowie  w dość jawny sposób okazywali entuzjazm na mój widok, a ja, trzeba się przyznać, na czas kontaktu wzrokowego wyraźnie przyspieszałam i starałam się sprawiać wrażenie choć trochę mniej umierającej niż zdechły pies. Tak, są sytuacje gdy nawet zdechły może jeszcze umierać. Albo co najmniej nie czuć własnych płuc.[Zdechły pies?? Co to za okropne wyrażenie swoją drogą?]

Kolejne podejście do 10km i sprawdzenia swoich możliwości na tym dystansie w poniedziałek wieczorem – rano będą igły i będzie kłucie i krwi wysysanie, więc oszczędzę sobie dodatkowych atrakcji.

Wyszło o bieganiu a miało być o czym innym, więc na koniec taka pseudopuenta. Im bardziej wszystko się wali (‘sypie’ to słowo zbyt delikatne, a to mocniejsze i bardziej adekwatne na bloga za mocne), tym bardziej chce się biegać. A nawet jak się nie chce, to warto się zmusić. Trochę potu i endorfin jeszcze nikomu nie zaszkodziło. 195km na liczniku. Nie znudziło mi się. Chcę więcej.

 

Advertisements

3 thoughts on “Nie samym bieganiem człowiek żyje (ale o bieganiu też będzie)

  1. Ano, bieganie osiedlowe, doskonale wiem co masz na myśli 😉 Się człowiekowi wydaje, że biega i biega i już na liczniku jakieś kosmiczne wartości a tam niespodzianka 😉 Dlatego ja też lubię “swoje” sprawdzone trasy, które wiem ile mniej więcej mają długości i które ewentualnie da się zmodyfikować 🙂 Patrz, jeszcze z jeden bieg i pęknie 200km, gratuluję 🙂

  2. Zgadzam się z puentą. Ja chwilowo biegać nie mogę, brakuje mi endorfin i satysfakcji niemiłosiernie. Rekompensuję sobie czytając jak biegają inni 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s