Ałłłaaa… czyli jak dać sobie “w kość”

Tu nie ma, że trening i po bólu. Wręcz przeciwnie. Boli, boli… a za chwilę jeszcze bardziej zaboli. Ale jakże przyjemny ból to jest..

Zewsząd o interwałach słyszałam i czytałam na każdej niemal stronie i blogu biegowym. I jak to nie chodzi o bezmyślne nabijanie kilometrów, że plan, że trening ma być sensowny, przemyślany, logiczny. Głowę miałam napakowaną teorią i mądrymi radami, ale dalej sobie tupałam radośnie i jakoś nie miałam ochoty na interwały i inne cuda. Prawda jest taka, że trochę się ich bałam. Do wczoraj… Po 25 minutach biegu pojawił się przede mną odcinek 330m, prosta, pusta ścieżka, która aż się prosiła, żeby ją dobrze wykorzystać. Stwierdziłam, że w konkretną teorię wgryzę się w domu, a tymczasem spróbuję pointerwałować sama. Wyszło tak:

1 min. maksymalnie szybko / 1 min. trucht – i tak trzy razy

40 sek. maksymalnie szybko / 1 min. trucht – dwa razy

Po czym jeszcze 15 minut biegu. Dziwne uczucie, kiedy próbowałam biec najszybciej możliwie już po prawie półgodzinnym biegu – mięśnie były “ciepłe” i jakby cięższe, dosłownie czułam siłę wkładaną w każde “pchnięcie” nogi. Inna sprawa, to że ogromną satysfakcję mi to dało i poczucie, że gdzieś te siły są, że można się tak “domęczyć” i fajne to jest.

21.oo: Dotarłam do domu marząc o prysznicu, po którym następowała wizja wieczoru z książką i koniecznie w miękkiej pościeli. Coś mnie jednak podkusiło, by jeszcze włączyć komputer. A tam… mail. Że salsa. Że jest transport. Że będzie fajnie. Sekwencja myśli: 1. salsaaaaaa o tak!; 2. o nieee przecież ledwo chodzę; 3. tak bardzo chcę na salsęęęę; 4. tak bardzo chciałam poleżeć z książkąąą; 5. za dużo myślę, prysznic, sukienka, złote butki i lecę; 6. chwila, moment, moje buty do salsy są na OBCASIE, jak ja mam w nich tańczyć, skoro ledwo się ruszam; 7. nieważne, idę.

Było świetnie.  Tak świetnie, że jest południe, a ja zastanawiam się, jak doszłam z łóżka do komputera. Teraz to dopiero nogi czuć… ilość spalonych kalorii sprawia, że zastanawiam się, czy nie zaszaleć i nie zrobić tego: http://strawberriesfrompoland.blogspot.com/2012/06/wpadnij-w-truskawkosza.html

Wieczorem moczenie nóg w Bałtyku, a jutro kolejne podejście do 10km. I nadal szukam jakiegoś sensownego planu, ale mnogość ich mnie ogłupia i sama nie wiem, co wybrać… jakieś sugestie? Za trzy tygodnie Nocny Bieg Świętojański na 10km, a we wrześniu/październiku chciałabym może półmaraton spróbować…

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s