11,5

11,5km. Szkoda, że nie był to bieg ciągły. Czułam jednak, że lewe kolano protestuje. Poza tym… najzwyczajniej w świecie miałam ochotę zatrzymać się i pokontemplować przyrodę. Od strony fizycznej-praktycznej: nigdy-więcej-nie-pobiegnę-godzinę-po-obiedzie. Niby nie było tego dużo – łyżka puree, kawałek kaczki, pomidor. Wymyśliłam sobie dłuższe wybieganie, więc ochoczo pochłonęłam snickersa i popiłam kawą. BŁĄD. Na szczęście ręka boska (no bo chyba nie moja własna inteligencja) uchroniła mnie przed zjedzeniem banana (tak, miałam taki zamiar). Bo wtedy to już nie wiem, czy bym przeżyła ten bieg.

Pierwsze 2km to standardowo mordęga. Tuptam, truchtam, mam ochotę stanąć na każdych światłach (ale oczywiście jak na złość, gdy tylko dobiegam do przejścia, światło zmienia się na zielone), wreszcie docieram do bramy Łazienek. Biegnę dalej, niecierpliwie patrząc na zegarek – czekam, aż minie moje magiczne 16 minut. Po 16 minut dzieje się cud. Przyspieszam i bieg zaczyna mi sprawiać przyjemność. No, dalej, do 20-tu minut. Ooo… tu zaczyna się bieganie. Od tego momentu zmęczenie smakuje inaczej, łapię rytm i szybciej lub wolniej, ale biegnę i „czuję” bieg. Nawet jeśli zatrzymam się na chwilę (zazwyczaj po to, żeby się napić), bez problemu wracam do biegu. Dzisiaj tak różowo nie było. Po pierwsze – wymieniony już obiad. Dramat. Przy każdym kroku czułam kaczkę. I ziemniaki. I tego nieszczęsnego pomidora. O snickersie nie wspominając… Po drugie – noga. O mamo… za jakie grzechy. Zesztywniałe lewe kolano, a raczej ten mięsień, co to z tyłu uda się chowa i do kolana prowadzi. Co to tam jest? Mam nadzieję, że „tylko” za słabo go rozciągnęłam przedwczoraj – a nie coś poważniejszego. Niby staram się o dokładne rozciąganie, szczególnie tego mięśnia, bo zauważyłam już, że wrażliwym jest. Co począć. W każdym razie uciążliwe to było i kilka razy zastanawiałam się, czy nie przerwać biegu – skończyło się to tak, że co ok. 2 km przystawałam na moment, łapałam oddech, piłam, biegłam dalej. Za każdym razem pierwsze kilkanaście kroków do przyjemnych nie należało. Potem było ok.

Ratowała mnie playlista – wrzuciłam trochę nowych utworów i radośnie hopsałam przy szybszych kawałkach. A, miałam napisać o mojej (kompromitującej) top 10 biegowej… napiszę. Next time.

W niedzielę zapisałam się na bieg po Pradze Północ. 15-18km, z przystankami krajoznawczymi. Trochę to daleko od mojego warszawskiego miejsca zamieszkania, ale wydaje się idealnym połączeniem biegania i zwiedzania, a chciałabym trochę Warszawy zobaczyć, zanim stąd wyjadę.

Advertisements

11 thoughts on “11,5

  1. Najpierw w sprawie toplisty, ja już coming outu z Robbie Williamsem dokonałem, ale w swojej top 10 mam jeszcze parę kompromitujących kawałków, żeby nie powiedzieć trupów w szafie 🙂
    A po drugie: przeczytałem Twoje zdanie – Co począć. I wybuchnąłem śmiechem. Przypomniał mi się bardzo stary rysunek Sawki: Towarzystwo Świadomego Macierzyństwa i Wiadomego Ojcostwa Co począć? 🙂

    • haha no tym RW to mnie zaskoczyłeś 😀 pozytywnie 😉 ja czasem w drodze do pracy przerzucam utwory szukając czegoś “ambitniejszego” i uszom nie wierzę, co ja tam mam – podczas biegu te wszystkie umcy umcy bum wydają mi się zupełnie normalne, oczywiste i potrzebne 😉

      w kwestii “co począć”: ha-ha-ha! kultowy tekst u mnie w domu, rozładowujący czasem napiętą atmosferę. kawa mi wybuchła, nie dostałam pracy, sufit spadł mi na głowę (serio, zdarzyło się), cokolwiek tego typu -> telefon do mamy 😉 -> rozpaczliwe CO POCZĄĆ -> “ty lepiej nic nie poczynaj…”

  2. Pozdrów jutro proszę Dzikiego od Agnieszki z Katowic; ja niestety wpadłam na chwilę tylko do Warszawy i znów ominie mnie zwiedzanie w biegu.

    • dobrze! szkoda, że Cię nie będzie, miło byłoby się poznać 🙂
      pierwsza myśl po przeczytaniu Twojego komentarza: o kurczę, to ci wszyscy internetowi ludzie istnieją naprawdę! ;)) (no bo ciągle Dziki komentuje u Wojtka Staszewskiego, a tu proszę;))

      • Istniejemy:) nasz świat nie jest zbyt wielki a drogi często (i niespodziewanie) się krzyżują; teraz byłam w Warszawie bardzo w przelocie ale spotkanie jest, myślę, kwestią czasu:)

  3. Zazdroszczę tego zwiedzania biegowego, brzmi to naprawdę fajnie. Na czym to dokładnie polega? Są jakieś dłuższe przerwy na zwiedzanie?

    • Sama nie wiem, na cyzm to dokładnie polega 🙂 Jestem w stolicy na praktykach przez miesiąc i skacząc po różnych biegowych stronach i fanpejdżach znalazłam to: https://www.facebook.com/BiegiPoPrawdziwejWarszawie 🙂 Wszystko opiszę, jak wrócę ze zwiedzania-biegania 🙂 Z tego co zrozumiałam, to przerwy są – trochę trzeba opowiedzieć o danym miejscu, więc i oddech można złapać, no i nie sądzę, żeby sami maratończycy tam biegli 😛

  4. Odnośnie tych pierwszych, ciężkich 16 minut. A może spróbuj jak ja: najpierw ok. 8-10 minut biegnę b. powoli i koślawo i nie przejmuję się tym, że nie jest fajnie (bo nie jest). I potem robię trochę wygibasów jak na wuefie – wymachy, skłony, kręcenia biodrami (uwaga! panowie paczą), rozciąganie nóg, a zwłaszcza achillesów. I dopiero po tym zaczynam prawdziwy trening. Już jest fajnie. A na dodatek człowiek rozgrzany i ponaciągany 😉

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s