Leśne przygody

Albo, żeby brzmiało poważniej – pierwsza przygoda z trailem. Mini trailem. Tyci-tyci trailem. Bo ani to góry, ani długa trasa… no, to drugie jest kwestią dyskusyjną. W każdym razie, wybrałam się na wieś/do lasu, aby odwiedzić Rodziców i pooddychać czystym powietrzem. Cztery godziny telepania się polskimi pociągami w rejony dzikie i nieznane (tak! są takie jeszcze w Polsce), albo znane nielicznym – w tym przypadku kilkunastu osobom, jedna cała przeczytana książka (jak mi tego brakowało!), milion obserwacji. W plecaku moje górskie minimum ciuchowe plus zestaw do biegania.

Wybrałam się dziś rano na leśny rekonesans biegowy. Założyłam tylko Garmina i pulsometr, z pasa biodrowego zrezygnowałam, bo przecież “za godzinę wrócę, po co mi woda, kluczy nie potrzebuję, telefonu na takich wyjazdach nie używam”. Plan był taki, żeby pobiec nad jezioro (2,5 km), wokół jeziora (pewnie ze 2 km) i z powrotem. Tutejsze lasy znam (mhm…), droga jest prosta… Po dzisiejszej przygodzie już nigdy nie powiem, że “znam las”. Lasu się nie zna. Las się zmienia, drzewa rosną (wbrew pozorom, bardzo szybko), tam, gdzie był młody zagajnik, jest już wysoko i gęsto i nie do poznania. Do tego sezon wycinkowy – ścięte drzewa nie są dobrym punktem orientacyjnym, bo bardzo szybko ich przybywa.

Biegło mi się wyjątkowo dobrze, tu pod górkę, tam z górki, tu jakaś kałuża, tam góra piachu, jakieś korzenie, kamienie i inne przeszkody. Wspaniałość! Z tego wszystkiego przegapiłam zbieg do jeziora (zorientowałam się, kiedy Garmin pokazał mi 3,5 km) i tak do 5 km dobiłam. Tempo identyczne (a nawet szybsze) niż w mieście. Chwila zawahania – i skręt w lewo. Na 6 km z haczykiem uznałam, że może czas wracać, bo do domu mam drugie tyle, a czas leci, obiad czeka, familia się może zacząć martwić (czy już mówiłam, że nie wzięłam telefonu? Nie wzięłam też GPS-a Taty, który pokazałby mi kierunek ‘dom’ i oszczędził późniejszych stresów…). Biegnę, biegnę… 7 km, 8 km, 9 km… gdzie do **** skręcałam? Nie panikuj Ewa, tylko nie panikuj, znasz ten las (a może jednak nie?). O, jedzie na rowerze grzybiarz. Pytam go o drogę. “Ooooj, to daleeeekoooo, gdzie panią nogi poniosły? No dobrze, to ja pojadę przodem, narysuję na drodze strzałkę, gdzie powinna pani odbić w prawo!”. Nie wyglądał na takiego, który by strzałkami z szyszek zaprowadził mnie do swojej chatki w lesie i dokonał niecnych czynów, ochoczo więc na tę opcję przystałam. Biegnę więc dalej, a strzałki ani widu… 10 km. O, grzybiarka. “Coooo?! Ja nie wiem dokładnie, ale musi się pani cofnąć, chyba się pani nieźle zgubiła…”. No żesz. Biegnę z powrotem. Trochę już idę. Dość mam biegu, idę już cały czas. I zupełnie nie wiem, gdzie jestem. W pewnym momencie uznałam, ze trzeba zaryzykować, zaufać intuicji i odbić w lewo. Dobrze zrobiłam, bo po 20 minutach mniej więcej wiedziałam, gdzie jestem. Daleko jak nie wiem co, ale przynajmniej się zlokalizowałam.

Moja przygoda trwała trzy i pół godziny, po powrocie zastałam Mamę planującą wysłanie ekspedycji poszukiwawczej, kilkanaście nieodebranych połączeń od Taty i milion pytań (w tym: “to ten twój GPS w zegarku do biegania ci nie pokazał drogi?”). Ale… pomijając to całe zgubienie się (no dobra, najadłam się strachu, błądząc wizualizowałam sobie, jak dzwonię do M. i mu o tym opowiadam, po czym mamrotałam do siebie “ty się lepiej módl, żebyś w ogóle mogła do niego zadzwonić i z miękkiego fotela opowiadać o takich przygodach”), podobało mi się, jak nie wiem co. Więcej chcę! Kałuże, błotko i leśne pagórasy to jest to. Jutro rano powtórka z rozrywki. Tym razem z nawigacją… 🙂

Advertisements

12 thoughts on “Leśne przygody

  1. a zobacz jakie wybieganie długie przynajmniej miałaś 😛
    a tak serio to nie masz w Garminie takiej opcji powrót do miejsca startu, może to by pomogło.

  2. Łorety 😀 Ja się kiedyś tak na rowerze zgubiłam po leśnych ścieżkach 😉 Najważniejsze, że dotarłaś do domu 🙂 No i że leśne bieganie się spodobało, ja uwielbiam 🙂

  3. To ile kilometrów w sumie nabiegałaś? Ja nie mam w ogóle orientacji w terenie, więc jak chodzę po nieznanym miejscu to albo idę ciągle prosto, albo zawsze skręcam tylko w jedną stronę (np w lewo) potem wysarczy robic to samo tylko odwrotnie, polecam ten sposób 🙂 Narobiłaś mi ochoty na biegi terenowe. Może jak w niedziele dopisze pogoda to wyciągnę mojego męża gdzieś w las 🙂 A buty masz specjalne, czy w zwykłych, ulicznych biegasz?

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s