O jedzeniu słów kilka i przepis na spaghetti

Bieganie, szczególnie zimowe, wymaga dostarczenia organizmowi porządnej dawki energii. Cóż lepszego, niż makaron w diecie biegacza… Od trzech miesięcy mieszkam we Włoszech, więc siłą rzeczy makaronu jem dużo. Na początku trochę się tej nowej diety obawiałam – ani mieszkając w Londynie, ani w domu rodzinnym w Gdańsku makaron nie był daniem popularnym. Prawdę mówiąc, makaron jadłam może… raz na dwa miesiące? Na pewno nie częściej. Dominowały brązowy ryż (lub basmati) i kasza gryczana (uwielbiam!). Na temat makaronu miałam w głowie głęboko zakorzeniony mit: “makaron tuczy!”. Gdy kilka miesięcy temu zaczęłam biegać i czytać co nieco na tematy z bieganiem związane, w tym żywieniowe, zaczęłam zmieniać zdanie na “o, to można jeść makaron… od czasu do czasu… w sumie to przed zawodami”. Podczas wyjazdu do Gruzji jedliśmy ogromne ilości węglowodanów (o ilości napojów mniej lub bardziej wyskokowych nie będę pisać, to miał być wpis o zdrowym jedzeniu ;)) i… wszyscy schudliśmy. Trochę mi to dało do myślenia i zaczęłam się przekonywać do podejścia: dużo aktywności fizycznej, dużo węgli (zdrowych) dozwolone. Coś, czego się trzymam od dawna to jednak zasada nie łączenia węgli i białek – nie potrzebuję naukowych dowodów na zwalniający po takiej kombinacji metabolizm, wystarcza mi fakt, że przez kilka godzin po takim posiłku czuję się ociężała i senna. Poza tym, ja prawie nie jem mięsa, więc nie jest to specjalnym problemem. W każdym razie: przyjechałam do Włoch, najpierw trochę unikałam makaronu, potem dobrze się przyjrzałam odżywianiu moich włoskich znajomych i stwierdziłam, że to może nie takie diabelstwo. Obecnie bywa, że jem makaron (razowy, tego pilnuję) nawet pięć razy w tygodniu. Przy mojej aktywności fizycznej (trudno teraz dokładnie to określić, bo wracam do biegania po kontuzji, ale kiedy nie biegałam było: 5-6 razy ćwiczenia Ewy Chodakowskiej, teraz jest/będzie: co drugi dzień bieganie, naprzemiennie z ćwiczeniami E.Ch.) – chudnę. Oczywiście nie samymi obiadami człowiek żyje, jem sporo cytrusów, na śniadanie muesli z jogurtem i owocami (choć zdarza się w biegu na poranne zajęcia nic nie zjeść, albo zjeść jakiegoś biszkopta i popić herbatą – źle!), wieczorem chrupię np. tarallini z serem, oliwkami i pomidorami albo jakąś sałatkę. Co jakiś czas może zaserwuję tu zdjęcia i/lub przepisy na inne posiłki, dziś chciałam tak naprawdę pokazać mój dzisiejszy lunch/obiad (myślę, że to dość istotne – ja tego makaronu nie jem nigdy wieczorem, tylko ok. 13.00, więc wszystko ma czas się strawić i dać mi energię na sport dwie godziny później).

Poniższe danie jest wersją “na szybko” – jeśli mam czas, to wrzucam na patelnię czosnek, pokrojone pomidory, doprawiam bazylią, solą i pieprzem i mam prosty, stuprocentowo naturalny sos. Dzisiaj jednak wyjątkowo użyłam gotowego sosu – moje współlokatorki wyjechały na święta i zostawiły mi w lodówce produkty “do wykorzystania” – więc wykorzystuję ;). Przygotowanie posiłku zajęło mi ok. 10-12 minut – tak naprawdę wszystkie czynności typu tarcie sera czy krojenie ew. dodatków można wykonać w trakcie gotowania makaronu.

Składniki: sos basilico (zrobiony w domu lub gotowy – im krótszy skład, tym lepiej) lub zielone pesto; makaron (razowy) – ilość wedle uznania; przyprawy: u mnie tylko biały pieprz dodany na koniec, soli używam bardzo mało, w spaghetti starcza mi ta dodana do gotującej się wody; ser – u mnie akurat grana padano; oliwa z oliwek – dodana do gotującego się makaronu pod koniec gotowania.

spaghetti-0326

spaghetti-0327

spaghetti-0331

spaghetti-0321

spaghetti-0344

spaghetti-0346

spaghetti-0324

spaghetti-0334

Makaron się gotuje, my w tym czasie trzemy ser, w sumie więcej do zrobienia nie ma :-). Odcedzamy makaron (ale tak nie do końca, trochę wody może zostać), stawiamy z powrotem na mały gaz, dodajemy sos basilico, mieszamy. Wrzucamy ser, który w zalezności od gatunku topi się szybciej lub wolniej, przyprawiamy pieprzem, dobrze mieszamy i voila, gotowe! Danie jest banalnie proste, co jest plusem ale i małym haczykiem – ogromny wpływ na smak końcowy ma gatunek (i jakość) użytego sera. Grana padano jest serem typowym dla regionu, w którym mieszkam, więc jest tu łatwo dostępny. Próbowałam dodawać inne, bardziej miękkie i białe sery i danienie było tak smaczne. Charakterystyczny smak uzyskamy właśnie z grana padano 🙂

spaghetti-0335

spaghetti-0342

Advertisements

8 thoughts on “O jedzeniu słów kilka i przepis na spaghetti

  1. Bardzo lubię kaszę gryczaną i inne kasze też:) Za makaronem przepadam i chętnie bym się pod to orginalne włoskie danie z takim fajnym serem podpiął hi,hi… pozdrawiam serdecznie:)

    • moi współlokatorzy w Londynie śmiali się ze mnie i mojego jedzenia kaszy gryczanej – utarło się, że jak wchodzą do domu i czują zapach kaszy, to wiadomo, że nie kto inny tylko Ewa jest w domu i gotuje 🙂 opracowałam chyba tysiąc wariantów sosów, dodatków… kasza i kasza 🙂 We Włoszech niestety jej nie ma 😦 a przynajmniej ja nie widziałam, jestem niepocieszona. Muszę przywieźć zapas z domu 😀

  2. Ale makaronik wspaniały stworzyłaś!! :)) takie proste, szybkie makarony są najlepsze – grana padano, dobre pesto, oliwa… same pyszne składniki! Mniam, wszystko bym zjadła i jeszcze talerz wylizała 😀 prawie codziennie jem makaron, tak jak Ty, w poludnie, ale ciut później, ok 14ej… dobrze mi się po tym biega 😀 a jak nie jem makaronu (a coś mniej ‘węglowego’), to przed biegiem wrzucam jeszcze grissini do brzucha – takie dobre, też z oliwą z oliwek, odrobiną soli morskiej 😀 węgle = nasze najlepsze paliwo 😀

    oj a tak w ogóle to zazdroszczę Ci tych Włoch! Musi byc pięknie, jeszcze to włoskie jedzenie…. hmmm, la vita e bella! Ciao! 😉

    PS – czekam na kolejne inspirujące przepisy! 😉

    • u mnie też bywa 14, to zależy, jak mam zajęcia, jeśli mam przerwę 13-15 to akurat dojdę do domu i ugotuję i 14 😀 ale mniej więcej w srodku dnia jem takie danie. Dzisiaj chyba nie powinnam się chwalić swoim jadłospisem, bo dochodzi 16 a ja wypiłam tylko herbatę i schrupałam kilka herbatników, ale to efekt poimprezowy… i byłam po tym biegać. Nic godnego pochwały, lecę do domu zrobić coś zdrowego 🙂

      • no to odważnie 😉 ja po imprezie mogę co najwyżej iśc na spacer…. no ale zależy ile kto pije (hahaha, no i wyszłam na pijaczkę 😉 nie no, żartuję oczywiście 😉 nie jest ze mną aż tak źle 😉

      • no wczoraj trochę zaszalałam, dlatego to nie był ani najszybszy ani najdłuższy trening ;), ale przywrócił mnie do żywych – kilka stopni na plusie, deszczyk, pusta polna droga, rześko. W przeciwnym razie utknęłabym z głową wciśniętą w poduszkę sięgając tylko po wodę co chwilę 😉

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s