Cierpienia młodego biegacza (biegaczki)

Jak już oznajmiłam na fejsbuce, od dobrych kilku dni nie mogę biegać. Powód jest taki, że nie mam na niego zbytniego wpływu, tak mniej więcej w 93 procentach. Na szczęście nie jest to kontuzja, bo to by była dłuższa przerwa no i pewnie jakaś wielka depresja. A tak to “tylko” tydzień bez przebierania nóżkami. Niby niewiele, ale odczuwam to konkretnie. Do tego trochę jestem skołowana intensywnością końcówki czasu gdańskiego (wspaniałego!) i powrotem do Italii – uwielbiam latać i przemieszczać się po świecie, ale gdy trzeba samej i z dużym bagażem, to… to tak jakby mniej uwielbiam. Było też trochę stresu, bo jeszcze w środę w południe nie wiedziałam, czy mam gdzie spać w Mediolanie wieczorem, więc t r a g e d i a. No ale nic, jestem już u siebie i walczę z terminami na uczelni. A, gdyby ktoś chciał trochę Rzymu analogowego, to proszę tu i tu.

Smutnych wieści jest więcej, nie będę mogła pobiec w wymarzonym półmaratonie w Weronie. Zależało mi na tym niesamowicie, nastawiłam się już bardzo na ten bieg, niezależnie od wyniku. A tu klapa. Cóż, nie rozdwoję się, a obowiązki to obowiązki. Taki lajf.

Płynnie przechodząc do kolejnej kwestii… otóż. Przeczytałam “Urodzonych biegaczy” – lepiej późno niź później, choć z reakcji na fejsbuce wynika, że więcej jest blogaczy, którzy jeszcze do tej lektury nie podeszli. Nie wiem, dlaczego żyłam w przekonaniu, że każdy już tę książkę pochłonął. Wrażenia? Owszem, jest ‘amerykańska’ stylem, do bólu wręcz. Literackich horyzontów więc nie poszerza. Ale chyba nie o to w tej książce chodzi i nie na tym się skupiłam. Jest napisana tak a nie inaczej, nie ma co się nad tym rozwodzić. Natomiast o wiele ważniejszy jest przekaz i szczerze mówiąc ciekawa jestem, czy krótko po opublikowaniu “Urodzonych biegaczy” przypadkiem nie spadła sprzedaż butów do biegania kilku czołowych firm sporotowych. Ja gdy wczoraj zobaczyłam reklamę nowych butów chyba Nike’a, które mają kosztować bodaj 729 zł, mało z łóżka nie spadłam, stwierdzając, że kogo jak kogo, ale mnie to w bambuko robić nie będą. Wolę poddać się indoktrynacji McDougalla niż gigantów rządzących sportowym rynkiem, przechodzę fazę buntu w kwestii obuwia biegowego oraz biegania po asfalcie i mam ochotę biegać tylko po naturalnym podłożu w naturalnym obuwiu. Które, jak na złość, także stało się produktem marketingowym i kawałek cieniutkiej gumowej podeszwy obleczonej neonową siateczką kosztuje tyle samo, co buty z amortyzacją jak dla Godzilli. Wszystko to jest na głowie postawione.

To skoro biegać nie mogę (ale jutro już chyba tak!), idę pomęczyć się z Chodakowską. Nowa płyta jest, trzeba zobaczyć, czym tak internety straszą. No i nie ma to tamto, jeśli szalony pomysł wejścia na Mont Blanc (lub Elbrus) w te wakacje ma się udać, to trzeba powalczyć.

P.S. W bardzo dużym skrócie mój niedawny sen: Po tym, jak zeszła lawina pod MBlanc i ktoś zawinął mój plecak i zostałam bez niczego, trafiłam do nepalsko-zakopiańskiej chaty, gdzie tak długo tłumaczyłam obecnym, że muszą mi wydać resztę z 10 euro, bo jedna suszona morela kosztowała tylko kilkadziesiąt eurocentów, że Scott Jurek zaprosił mnie do San Francisco i powiedział, że mogę tam z nim mieszkać, jak długo chcę.

Tja. Dzień (noc) jak co dzień (co noc?).

Advertisements

4 thoughts on “Cierpienia młodego biegacza (biegaczki)

  1. Miłego powrotu do biegania 🙂 podobno przerwy od biegania są wskazane, organizm się regeneruje, pojawia się z czasem większy “głód” biegania 😉

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s