Powrót – oby spektakularny ;)

Miesiąc blogowej przerwy. Biegowej na szczęście nie, choć ostatnie dwa tygodnie do najbardziej aktywnych nie należały. Mea culpa. Żałuję. Obiecuję poprawę. W blogowaniu, w bieganiu. Na swoje usprawiedliwienie mam dość konkretne “życiowe zawirowania”. Było trochę niefajnie i uwagę skupiłam na czym innym, niż pisanie. Do tego wariackie pociągi i samoloty, wizyty, odiwedziny, Wielkanoc, deadliny uczelniane pomiędzy, no i choroba, która w to wszystko się wplątała i przez którą, wstyd się przyznać, biegałam tylko dwa razy w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Na pogodę nie zwalam winy, bo jak wszyscy dobrze wiemy, nie ma złej pogody, są tylko… 😉

Jedno z owych dwóch wybiegań miało miejsce nad morzem. Czepialscy powiedzą: zatoką, ale wierzcie mi, jak z plaży na Stogach, w Brzeźnie czy Sopocie patrzy się na zatokę, to widzi się morze. W sensie, końca nie widać. Także… biegałam nad morzem ;). Wykorzystałam niedzielny spacer rodziców, wystroiłam się w papuzie sportowe ciuszki (mama: “wyglądasz jak pelikan”) i wystrzeliłam z mola w Brzeźnie w kierunku Sopotu. Ku mojemu zdziwieniu, biegaczy było mnóstwo. A termometr pokazywał temperaturę zdecydowanie ujemną! Pozytywnych zaskoczeń było jednak więcej. Wszyscy (w s z y s c y!) biegacze się pozdrawiali! Symboliczny, drobny gest podniesionej dłoni – niby nic, a zanim pomyślałam, już suszyłam do wszystkich zęby. Z tej radości to aż rekordową dyszkę zrobiłam – 01:03:13. Ja wiem, że dla Was wyjadaczy, to tempo marszu. Dla mnie też będzie, kiedyś ;). Teraz to jednak życiówka. Treningowa, po śniegu. Tym bardziej cieszy. Tym bardziej mi głupio, jak patrzę na statystyki na endomondo i widzę dziesięć (mamma mia…) dni przerwy od ostatniego treningu. Żeby jeszcze po drodze jakieś domowe ćwiczenia były! Ale nie, nic. Cóż, trzeba to sobie nazwać: porażka. Źle mi z tym. Na szczęście już zdrowo, już z powrotem w Italii, gdzie termometr wskazuje 12 stopni, więc zaraz kładę się półprzytomna spać (wczorajsza pobudka o 3 rano, podróż do Warszawy, lot, pociąg, zajęcia, oraz dzisiejsze 10 godzin na uczelni trochę dało mi w kość ;)) a rano wskakuję w spodnie 3/4 i śmigam do parku. Kondycjo, nie zawiedź mnie i bądź. Po prostu bądź ;).

Jeśli przeżyję na uczelni kwiecień, to zostanę bohaterką we własnych oczach, bo lekko nie będzie. Natomiast coraz wyraźniej przypomina o sobie brukselska 20-tka za nieco ponad półtora miesiąca i tak sobie myślę, że nie już nie można się obijać i trzeba konkretnie cisnąć. Jak trzeba, to trzeba…

Dalsze plany? Są. Mniejsze starty w wakacje (w zależności od tego, gdzie je spędzę, mam nadzieję, że choć sierpień w Polsce). Jesień… to się okaże. Jakąś półówkę o przyzwoitym czasie by się chciało. No, ale najlepsze widnieje w 2014. W lutym lub marcu kurs w Tatrach, na wiosnę maraton (tak, celowo piszę o tym już teraz, bo wiem, że nie będzie odwrotu i żeby mi nie przyszło się mazgaić i rozmyślić jesienią ;)). Może tak to nie wygląda, ale te dwie rzeczy mają ze sobą wiele wspólnego. Zaliczenie kursu i przebiegnięcie maratonu to dwa konieczne kroki przed letnim celem na przyszły rok, który to cel kilka dni temu został opracowany po godzinach jeżdżenia palcem po mapie Alp. 🙂

Najbliższe tygodnie zwracają się o motywację, perfekcyjną organizację czasu i dużo determinacji. Najpierw jednak trzeba się wyspać. Niech mi się bieganie przyśni, a rano niech nogi same wyskoczą z łóżka i poniosą :). Niech kwietniowe statystyki wystrzelą i poszybują hen wysoko… co w porównaniu z marcowymi nie powinno być trudne:

Screen shot 2013-04-05 at 22.18.25

Screen shot 2013-04-05 at 22.18.37

Screen shot 2013-04-05 at 22.18.45

A tak było w Gdańsku kilka dni temu. Biegania po plaży i skakania w kozakach i kilkunastu warstwach grzewczych nie wrzucałam na endomondo, ale jakiś ruch to jednak był 😉

IMG_2463

Advertisements

9 thoughts on “Powrót – oby spektakularny ;)

    • Na to liczę. Tzn. najbardziej liczę na to, że nie będzie potrzeby się mazgaić, ale gdyby, to już sobie wyobrażam te baty 😉

  1. Ewa, byle do przodu! Odcinaj to co było, zakładaj butki i sru w drogę do realizacji celu! Wiem, co mówię, zawaliłam i i zimę, i cele, teraz trzeba nadganiać 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s