Krótka historia pewnej kontroli

Niech dialogi w gabinecie lekarskim oddadzą sens, treść i przekaz (coś jeszcze?) dzisiejszej wizyty kontrolnej u Szalonego Ortopedy. Tak, tego samego, który powiedział mi miesiąc temu (kiedy to widział mnie po raz pierwszy i do tej pory jedyny), że bieganie i narty to narzędzia szatana (no prawie tak powiedział).

– Oooo… to pani, pamiętam! Zmęczeniowe! Jest pani ciekawostką!
– Świetnie… (ale że what?! “ciekawostką”?!)
– I co, nadal pani uważa, że bieganie jest zdrowe?
(patrzę w popłochu na pielęgniarkę)
– Uhm… no, jak widać, nie zawsze.
– Haha! Widzi pani! Powiem pani coś, pracowałem w klinice sportowej i się naoglądałem różnych przypadków. Najgorsi są tacy amatorzy-sportowcy! Bo zawodowcy – to jeszcze rozumiem, robią to (czyt. niszczą sobie zdrowie) dla wynagrodzenia. A amatorzy – dla wyników! I popychają się do granic dla tych wyników i tak to się kończy!
-Uhm…

(Ewa, bądź miła, bądź miła, bądź…)

– Panie doktorze, a w jakiej kolejności teraz mogę wracać do sportu? To znaczy od czego mogę zacząć?

Nie potrafię opisać spojrzenia, jakim mnie uraczył Szalony Orto. No nie potrafię. Wyobraźcie sobie sami.

– Niech pani idzie na rentgen i zaraz do mnie wróci, to może coś pani na ten temat powiem.

Poszłam, zrentgenowałam się, wracam.

– No, na rentgenie śladu po złamaniu nie ma, minimalne zgrubienie, ale kość potrzebuje trochę czasu, wszystko dobrze. Teraz powoli trzeba przyzwyczajać nogę do obciążenia, ale p o w o l i. Czyli w domu z jedną kulą lub trochę bez, a na zewnątrz jeszcze kule, ewentualnie jedna. To za jaki sport się teraz pani weźmie? Wioślarstwo?
– ?!?!?! Raczej nie. Chyba pójdę na basen. Kiedyś trenowałam, może powinnam wrócić do pływania? To chyba najmniej inwazyjne?
(ten uśmieszek, to spojrzenie)
– Zdziwiłaby się pani, jakie po pływaniu mam przypadki. Ostatnio od stylu klasycznego zniszczone biodra i kolana…
(pocieszające spojrzenie pielęgniarki z końca gabinetu)
– Yyyy… ja pływam głównie kraulem. To może rower?
– Haha… rower… miałam tu taką, z połamanym obojczykiem od roweru…
(teraz ja patrzę na pielęgniarkę – błagalnym wzrokiem)
Pielęgniarka: to może chodzenie?
(ja: mina mówiąca !@#$%^&)
Szalony Orto: O, o! O to-to-to!

W końcu dostałam łaskawe przyzwolenie na rowerek stacjonarny, ale z minimalnym obciążeniem, pływać też mogę, za tydzień dwutygodniowa rehabilitacja codzienna (wirówka, przyrządy, masaż, pole magnetyczne) a za 6 tygodni ostatnia kontrola i kończymy leczenie. Ufff.

To ja idę pochodzić.

Advertisements

5 thoughts on “Krótka historia pewnej kontroli

  1. Bo sport to złoooo 🙂 moja mama do tej pory mi powtarza, że mam przestać biegać, tylko zacząć chodzić z kijkami 😉 “bo Ty sobie dziecko krzywdę zrobisz tym bieganiem” 🙂
    Na poważnie to każdy sport zawsze niesie ryzyko urazów czy kontuzji, ale patrząc całościowo na problem, to przynosi nam więcej korzyści niż jakbyśmy nic nie robili.
    Najważniejsze, że po złamaniu nie ma śladu 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s