Everybody gotują, a na horyzoncie Poznań

Piąteczek, czyli dzień mojego cotygodniowego oczyszczania jednodniowego – oczywistą oczywistością jest więc wpis z zdjęciami jedzenia. Chodzę do kuchni co pięć minut i wzdycham do lodówki.

Kilka dni temu, po raz enty słysząc “to co ona je do chleba?” (skoro nie je mięsa), postanowiłam “coś do chleba” (którego zresztą od miesiąca nie jadłam) zrobić i udokumentować. Niektórym potrzeba twardych dowodów. Przedstawiam więc przepis (to jest za proste, żeby nazywać przepisem…) na pastę z czerwonej fasoli:

czerwona fasola
pietruszka (dużo)
oliwki (u mnie zielone, ale wolałabym czarne)
czosnek
siemię lniane
ziarna (u mnie słonecznik i dynia)
oliwa z oliwek
sól, pieprz

Ziarna można, ale nie trzeba, uprażyć. Ugotowaną fasolę i pozostałe składniki wrzucamy do blendera, miksujemy, w zależności od konsystencji dodajemy oliwę, doprawiamy.

A, przestroga. Chciałam być fajna i pochwalić się, jakich to zdrowych produktów używam, tymczasem muszę zasugerować ostrożność. Choć mam wrażenie i nadzieję, że czytelnicy tego blogu są bardziej ogarnięci od autorki i zanim użyją nieznanego produktu, wcześniej upewnią się, czy się ów produkt nadaje… Do pasty należy dodać, dla uzyskania odpowiedniej konsystencji, niewielką ilość oliwy z oliwek (lub oleju rzepakowego). Jakimś trafem oliwa mi się skończyła, olej był schowany głęboko w szafce, a wyciągając sól i pieprz z szafki natrafiłam na nieznane mi wcześniej oleje: z czarnuszki i ostropestu. Niewiele myśląc, wlałam trochę do blendera… Owszem, pobiegłam do komputera sprawdzić, czy to nie trucizna, pobieżne spojrzenie wystarczyło, żebym zobaczyła mnóstwo “zdrowych” stron – no to trzeba lać! Uhm… błąd. Pasta wyszła smaczna, ale… coś z nią było nie tak. Uznałam, że lekka goryczka to sprawka pietruszki (nie wiem, skąd ten pomysł) lub prażonych ziaren (mam wyobraźnię). Minęło kilka dni, chciałam skropić sobie oliwą pomidory, chwyciłam olej z czarnuszki, a po chwili plułam pomidorem po całej kuchni. To ta gorycz, to ten smak! Kończąc ten wywód – nie popełniajcie mojego błędu. A olej z czarnuszki jest bardzo zdrowy i antyrakowy i w ogóle, ale zażywa się go raczej jak tran 😉

cooking3-0019

cooking3-0022

A tu resztka sycylijskiej oliwy – szkoda, że tak okrutnie zdusiłam jej smak 😉

cooking3-0023

Czosnek też obwiniałam o gorycz. Nieładnie.

cooking3-0025

Przed:

cooking3-0032

Po:

cooking3-0043

A na deser i osłodę smoothie: banan + mrożone wiśnie. Pyszności.

cooking3-0047

Na koniec małe ogłoszenie parafialne. Wielkimi krokami zbliża się Maraton Poznań. Tak się wspaniale składa, że będę w tym czasie w stolicy Wielkopolski i zamierzam gdzieś na trasie biegu stać, pokrzykiwać, machać kończynami i na inne sposoby zagrzewać maratończyków do walki. Jeśli biegniecie lub będziecie kibicować, to chętnie powspieram lub poznam 🙂 Część towarzystwa już się zgłosiła na fejsbuku, dziękuję, zanotowałam, co trzeba. Jeśli ktoś chce dodatkowego kibicującego gardła i dłoni, to śmiało: poproszę numer startowy, czas na jaki biegniecie (bardzo orientacyjnie, żebym wiedziała, na jak długo mogę się zamyślić po przebiegnięciu elity), a jak wiecie, w czym będziecie biec, to już w ogóle perfetto.

Advertisements

6 thoughts on “Everybody gotują, a na horyzoncie Poznań

  1. Ewa, świetny blog! Co do maratonu to też biegnę i każdy kibic będzie na miarę złota. To mój drugi maraton (pierwszy 4 lata temu) i mam stresa-gigantna! Mój nr 268. Dzięki! Aga

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s